„To robi człowiek - po prostu.”
- Autor: Przemysław Jóźwiak
- /
- Dodano: 12.07.2026
- /
Wywiad z Pawłem Jankowskim, twórcą niebanalnych i jedynych w swoim rodzaju zegarków.
Podczas tegorocznego festiwalu Passion for Watches we Wrocławiu miałem okazję poznać Pawła Jankowskiego - twórcę marki Ars Chrono. Jego zegarki znałem od lat, podobnie jak jego działalność, ale przez cały ten czas wydawało mi się, że prędzej spotkam królową Anglii, niż będę miał okazję usiąść i porozmawiać z człowiekiem, którego prace od dawna śledziłem z ogromnym zainteresowaniem i fascynacją. Tym większą przyjemność sprawiło mi nasze spotkanie.
Po festiwalu zaproponowałem Pawłowi wywiad dla czytelników Klubu Miłośników Zegarów i Zegarków. Zamiast wymiany wiadomości e-mail wybrał rozmowę telefoniczną, uznając ją za bardziej naturalną formę. Za jego zgodą została ona nagrana, a poniżej przedstawiam jej opracowaną i zredagowaną wersję.
Zapraszam do lektury rozmowy o projektowaniu zegarków, inspiracjach, wyzwaniach stojących przed niezależnym twórcą oraz o tym, jak wygląda codzienność człowieka, który postanowił realizować własną wizję zegarmistrzostwa.
![]()
Przemysław Jóźwiak:
Ars Chrono to całkiem nowy rozdział. Co pozostało niezmienne pomiędzy poprzednią działalnością a obecną, a co się najbardziej zmieniło?
Paweł Jankowski:
Teraz to robię jako osoba prywatna. Po prostu taki zegarmistrz, który dla znajomych, dla przyjaciół robi zegarki. Nie jako firma, tylko po prostu człowiek – tak, w ten sposób zaczynam. Nie wiem, jak to się rozwinie, podejrzewam, że na firmę to jeszcze bardzo, bardzo daleka droga. Po prostu mam możliwość korzystania z różnych maszyn, dlatego też rozpocząłem tę właśnie nową działalność.
Przemysław:
Skąd czerpiesz pomysły na rozwiązania zegarmistrzowskie, które stosujesz? Masz wyłącznie własne pomysły czy czymś się inspirujesz?
Paweł:
Nie, to są też inspiracje. Ogólnie jestem pod wielkim wrażeniem zegarmistrzów niezależnych – AHCI. To jest dla mnie prawdziwa sztuka zegarmistrzostwa, chociaż im do pięt nie dorastam. Ale to dla mnie motywacja - nie to, że zrzynam z nich, ale oni mnie inspirują. To jest dla mnie prawdziwe zegarmistrzostwo. Mi nie chodzi o to, żeby uruchomić produkcję w tysiącach sztuk, lecz robić to tak, jak umiem, jak potrafię. Zawsze, gdyby ktoś chciał, to zawsze jakiś błąd znajdzie.
Przemysław:
I to jest główna zaleta moim zdaniem.
![]()
Paweł:
I to jest nie do ominięcia, bo po prostu to robi człowiek, tego nie robi maszyna. To robi człowiek – po prostu. Ja nieraz tarczę robię tydzień, nawet dwa tygodnie, bo zdarza się, że przy końcowej produkcji pojawi się jakiś błąd i trzeba robić od nowa - sam widzę, że jest źle. Staram się jak mogę, ale mówię wszystkim, żeby wiedzieli, że nie można tego porównać do produkcji masowej.
Przemysław:
No tak, to jest (moim zdaniem) główna zaleta tych zegarków - wiadomo, że to ręczna robota.
Jak wygląda taka droga od pomysłu, może od szkicu, do gotowego zegarka?
Paweł:
Powiem ci szczerze, że wszystko toczy się w mojej głowie. Bardzo mało mam rysunków technicznych, takich prawdziwych. Idę do faceta, który frezuje, daję mu jakiś szkic i mówię: „proszę pana, tu tak, tu tak”. Są rysunki techniczne, ale staram się, żeby nie były podstawą, żeby każda partia była trochę inna.
Po prostu zamykam oczy i widzę to, co chcę zrobić. Oczywiście potem jest jakiś rysunek poglądowy, ale to wszystko dodatkowo. Potem robię prototyp, coś trzeba zmienić – mówię, że trzeba przesunąć o „dychę”, o dwie dychy czy parę setek – i wtedy jest dobrze. Powiem szczerze, że zamykam oczy i w wyobraźni widzę to.
Przemysław:
I to jest piękne. A czy jest taki model, z którego jesteś najbardziej dumny?
Paweł:
To regulator. Powiem ci, że regulator.
Przemysław:
To ten mój ulubiony.
![]()
Paweł:
Nie odkryłem przecież Ameryki, ale stworzyłem moduł – przesunięcie wskazówki minutowej trochę niżej osi, wskazówki godzinowej trochę wyżej i wtedy mogłem zrobić większą tarczę godzinową. Nie jest to może szczyt techniki, ale jest to pewna komplikacja, ingerencja w mechanizm – trzeba zrobić moduł, zastosować odpowiednie koła zębate.
Oprócz tego jeszcze Déjà-vu oraz Dekompresja, w której też zastosowałem przesunięcie całej przekładni wskazań. Dzięki temu mogłem zrobić coś innego niż wszyscy. To są rzeczy, z których jestem może nie dumny – ale zadowolony.
![]()
![]()
Przemysław:
Czyli takie rzeczy bardziej mechanicznie ingerujące w wygląd zegarka niż samo stworzenie ciekawej tarczy, chociaż są one jak najbardziej ciekawe. Myślę, że wiele osób, w tym ja, uważa, że regulator to coś, na co się najbardziej zwraca uwagę.
Paweł:
Odnośnie tarcz – Déjà-vu posiada emaliowaną tarczę. Teraz pracuję nad emalią szklistą, ale ten proces trwa długo i na razie model Déjà-vu jest dostępny tylko z tarczą lakierowaną, taką „emalią lakierowaną”. W przyszłości będzie zrobiona prawdziwa szklista emalia.
![]()
Przemysław:
No to świetnie się zapowiada. Myślę, że twoja działalność najbardziej koresponduje ze starymi angielskimi zegarmistrzami, którzy robili wszystko ręcznie.
Paweł:
No nie, nie porównujmy… No tak, można tak powiedzieć. Nie nastawiam się na masową produkcję w setkach, bo tego na pewno nie będzie. Ciężko też dotrzeć do klientów – przeważnie młodzi ludzie szukają czegoś innego. Gdy młodzieniec spojrzy na ten zegarek, to mówi: „oo, jakiś starodawny”.
Przemysław:
A jak wygląda współpraca z klientami obecnie?
Paweł:
Bardzo dobrze. Jestem bardzo otwarty na potrzeby klienta. Gdy ktoś zamawia u mnie zegarek, wspólnie ustalamy, co dokładnie mamy zrobić. Każdy egzemplarz powstaje od podstaw – nie mam gotowych części na półce, które wystarczy wyjąć i złożyć.
Klient może śledzić cały proces tworzenia, szczególnie tarczy. Pokazuję kolejne etapy, a także mechanizm – oczywiście jest to ETA/Unitas 6498. Po każdym etapie wysyłam zdjęcia i pytam, czy wszystko odpowiada. Pytam np. czy klient chce grawer na kole naciągowym, szlif słoneczny, niebieskie śrubki, „łabędzią szyję” na półmostku balansowym, dedykację itd.
W przypadku koperty – można wybrać poler, szlify, ścięte krawędzie itd. Jeśli klient mówi: „tak, jest dobrze”, przechodzimy dalej.
![]()
Przemysław:
Czy zdarzyło się jakieś nietypowe zamówienie?
Paweł:
Teraz jeszcze nie. W dawnej firmie było takie zamówienie, że klient chciał grawer Piłsudskiego. Długo się nad tym zastanawiałem w końcu zrobiłem jego profil wpleciony w starą mapę Polski, zwrócony na wschód.
Nie mam raczej większych problemów mechanicznych, bo na Unitasie nie jestem w stanie zrobić np. centralnej sekundy – unitas ma pewne ograniczenia i ja mam pewne ograniczenia. Mam kilka pomysłów na komplikacje do Unitasa, ale to jeszcze trzeba poczekać.
Przemysław:
No to będziemy czekać, na pewno nie tylko ja.
Przez lata rynek zegarkowy w Polsce bardzo się zmienił. Jak oceniasz teraz rozwój niezależnych, niewielkich firm zegarkowych w Polsce?
Paweł:
Dla mnie to jest, tak ci powiem, jak eksplozja wulkanu. Po prostu wybuchło to w sposób bardzo, bardzo fajny i podziwiam tych ludzi za ich zapał, za zaangażowanie, za chęć tworzenia czegoś. I to jest fajne, że każda firma robi coś innego, każdy ma jakiś pomysł na swój zegarek – i to mi się bardzo podoba.
Gdyby jeszcze dwadzieścia lat temu ktoś powiedział, że w Polsce powstanie coś takiego, jakiś fajny zegarek, to każdy by się w głowę pukał. Podejrzewam, że duży wpływ na to miał Klub Miłośników Zegarów i Zegarków i Władek Meller, który wpadł na pomysł założenia takiego klubu, bo była wtedy kompletna posucha. On był moim zdaniem zapalnikiem, który uruchomił to wszystko i zgromadził ludzi mających taką pasję.
Wydaje mi się, że obecnie jest coraz więcej ludzi, którzy zaczynają doceniać to, co ma się na ręku. Ludzie zaczynają zwracać uwagę na takie rzeczy, coraz częściej odchodzą od elektroniki i zwracają się w stronę mechaniki - zegarka z duszą. I to jest po prostu fajna rzecz.
Przemysław:
Tak, myślę tak samo - kawałek czysto mechanicznego przedmiotu, który nie ma nic wspólnego z wszechobecną elektroniką, to coś całkiem innego.
A co jest właśnie w obecnych czasach z twojego punktu widzenia największym wyzwaniem w prowadzeniu takiej manufaktury?
![]()
Paweł:
Największym wyzwaniem jest, moim zdaniem, zdobycie klientów. To bardzo ważna sprawa, bo nikt nie robi tego charytatywnie. Każdy musi mieć z tego środki, żeby dalej prowadzić działalność. Nie chodzi o jakieś kokosy, ale o to, żeby normalnie funkcjonować.
Na początku jest zawsze trudno. Trzeba włożyć sporo pracy i zapewne też pieniędzy, a potem czekać, czy to w ogóle „zaskoczy”. Może pomóc jakiś ciekawy design, coś modnego, co przyciągnie uwagę. Fajnie byłoby też, gdyby zegarek trafił na nadgarstek znanej osoby – np. królowej, 😊 To oczywiście tylko takie rozważania.
Najważniejsza jest sprzedaż - nie oszukujmy się, każdy ma rachunki do zapłacenia. Trzeba mieć klientów, którzy to po prostu kupią.
Budowanie marki jest trudne. Ja sam nie czuję się swobodnie w tych wszystkich mediach społecznościowych, Facebookach i innych rzeczach. Na szczęście pomagają mi w tym koledzy i przyjaciele - można powiedzieć, że robią to trochę charytatywnie. Dzięki nim ogarniam sprawy komputerowe i całą tę „elektronikę”, bo szczerze mówiąc nie mam czasu się tego uczyć. Nigdy mnie to nie pociągało - zawsze interesowała mnie mechanika.
Przemysław:
No i to widać - zegarki są piękne i mechaniczne.
![]()
Paweł:
Z zawodu zawsze naprawiałem maszyny przemysłowe do szycia - to było moje główne źródło utrzymania. Zegarki pojawiły się trochę przypadkiem. Kiedyś trafiłem na pierwszy katalog „Chronos”. Kupiłem go i kompletnie mnie wciągnął. Przez pół roku wracałem do niego codziennie i przeglądałem wciąż od nowa. Moja kobieta nawet się denerwowała: „ile można to oglądać?”. A ja za każdym razem widziałem tam coś innego, coś pięknego. I tak właśnie zrodziła się myśl – a może spróbuję coś zrobić sam. No i tak to się zaczęło.
Przemysław:
A jak wygląda wizja przyszłości - czy jest jakiś projekt, o którym możesz opowiedzieć?
Paweł:
Nie, nie chcę zapeszyć. No może fazy księżyca - mam zrobiony moduł, ale jeszcze się zastanawiam nad pewnymi rzeczami. To coś, o czym mogę powiedzieć - od dawna o tym myślałem i robiłem w tym kierunku pewne kroki i chciałbym może kiedyś to zastosować.
Przemysław:
W takim razie jakiej rady chciałbyś udzielić osobom, które marzą o stworzeniu własnego zegarka lub własnej marki?
Paweł:
Powiem po chłopsku - muszą mieć dużo kasy. I przede wszystkim dobrze wszystko przemyśleć. Nie chciałbym, żeby zabrzmiało to tak, że zniechęcam albo gaszę czyjś zapał. Wręcz przeciwnie - zachęcam. Trzeba jednak mieć świadomość, że na początku pojawi się tyle trudności, że aż głowa boli.
Przemysław:
No tak. Jeśli chce się stworzyć coś z niczego, to na początku są właściwie same problemy.
Paweł:
To naprawdę jest bardzo trudne. Jeżeli ktoś nie ma dostępu do odpowiednich maszyn albo ludzi, którzy potrafią wykonać potrzebne elementy, to zaczynają się schody. U nas wystarczy powiedzieć, że coś jest do zegarka, a cena usługi potrafi wzrosnąć nawet dziesięciokrotnie. Do tego bardzo trudno znaleźć fachowców, którzy chcą się tego podjąć.
W Polsce brakuje także odpowiedniego zaplecza i urządzeń, które można wykorzystać przy produkcji zegarków. Na pewno każdy, kto tworzy zegarki, marzy o własnym mechanizmie.
Ja bardzo szanuję pana Macieja Miśnika, który sam zbudował tourbillon. Dla mnie to coś niesamowitego. Mam ogromny podziw i szacunek dla tego, co robi. To jednak odosobniony przypadek. Szczerze życzę mu wszystkiego najlepszego, bo z tego, co wiem, jest jedną z nielicznych osób, którym udało się stworzyć coś takiego całkowicie od podstaw. To naprawdę zasługuje na zdjęcie czapki z głowy.
Przemysław:
Tak, tak. To piękny zegarek, ale myślę, że jest wielu, którzy tobie zazdroszczą takich czasomierzy, które robisz.
![]()
Paweł:
Powiem szczerze – chodziłem do szkoły zegarmistrzowskiej w latach siedemdziesiątych i mam pewien żal do sposobu, w jaki nas wtedy uczono. W praktyce składaliśmy głównie budziki. Owszem, przynosiłem też zegarki, rozbierałem je, nauczyciel coś podpowiadał, ale nikt nie pokazał nam, jak piękny i fascynujący może być świat zegarmistrzostwa. Skąd mieliśmy to wiedzieć? Dopiero później sam to odkryłem. Powinno się od początku pokazać uczniowi, że zegarek to nie tylko mechanizm, ale również piękny przedmiot i kawałek historii.
Przypomniała mi się z tym związana pewna anegdota. Nauczyciel, który prowadził z nami technologię mechanizmów zegarowych, był bardzo zdziwiony, że miałem książkę ojca Podwapińskiego. Zapytał mnie, skąd ją wziąłem. Odpowiedziałem, że napisałem do braci zakonnych w Niepokalanowie. Ojciec Podwapiński już wtedy nie żył, ale zakonnicy odpowiedzieli na mój list i przysłali mi egzemplarz jego książki.
Okazało się, że spośród około trzydziestu uczniów naszej klasy tylko nas dwóch (ja i kolega) miało własne książki. Nauczyciel powiedział, że pierwszy raz spotkał się z sytuacją, żeby komuś chciało się napisać do Niepokalanowa i postarać o taką publikację. Większość przychodziła na zajęcia bez żadnych materiałów. Nauczyciel zrobił sobie kopie stron, jako pomoce naukowe. To taka mała anegdota z tamtych czasów. Nie chciałem w końcu stać przy taśmie w Merze i przykręcać cztery śrubki – nie po to się uczyłem.
Przemysław:
No więc chyba dobrze, że ten katalog wpadł w twoje ręce i stworzyłeś coś tak fajnego.
Paweł:
Tak, tak, dzięki temu katalogowi, który zobaczyłem w hipermarkecie czy gdzieś, przejrzałem na oczy i zobaczyłem, że zegarki mogą być tak piękne, nie tylko użytkowe.
Przemysław:
No to myślę, że z mojej strony wyczerpaliśmy pytania. Nawet powiedziałeś więcej, niż się spodziewałem. Cieszę się. Dziękuję bardzo za tę rozmowę.
Paweł:
Dzięki, dzięki, że w ogóle wpadłeś na ten pomysł.
Przemysław:
Myślę, że Klub Miłośników Zegarków powinien promować takie osoby. Firma powróciła, powstają piękne zegarki – tylko trzeba je pokazywać, bo wielu ludzi po prostu nie wie, co się dzieje.
Czasem w internecie pojawiają się pytania, czy to nowa i pewna marka. Widać, że nie wszyscy cię znają – szczególnie młodsi. Ci, którzy siedzą w zegarkach od lat, raczej wiedzą, kim jesteś, ale jednak nie wszyscy.
Paweł:
Ja do tego podchodzę spokojnie. Nie traktuję tego jako wielkiego biznesu – raczej jako coś, co po prostu robię dla siebie. Jestem na emeryturze, więc mam czas i chcę robić coś pięknego.
Nie nastawiam się na żadne fajerwerki. To zegarki dla specyficznego klienta – nie każdemu się spodobają. Ktoś może krytykować, że coś nie jest idealnie dopracowane, i może ma rację, ale ja nikogo nie zmuszam do zakupu.
Nie robię dużych stanów magazynowych. Powstaje kilka sztuk, pokazuję je i dalej czekam. Jeśli ktoś zamówi, bardzo chętnie wykonam zegarek, nawet „szyty na miarę”. Można powiedzieć, że tworzę go pod klienta.
Przemysław:
To jest luka na rynku i bardzo dobrze, że ją wypełniasz. Myślę, że to było potrzebne.
Dziękuję bardzo za rozmowę i mam nadzieję, że będziemy w kontakcie.
Paweł:
Dziękuję za rozmowę.
- Doceń i poleć nas:
poprzedni
Zegarek, jabłko i wieczność