Biatec Leviathan - recenzja

  • Autor: Konrad Piaszczyński
  • /
  • Dodano: 23.01.2020
  • /
  • Kategoria: Recenzje i testy
  • /

W sierpniu zeszłego roku na łamach bloga recenzowaliśmy jeden z zegarków słowackiego mikrobrandu Biatec,  a mianowice model Corsair. Wtedy też wspominałem o tym, że bardzo podoba mi się inny projekt tej marki – Leviathan, który w tamtym okresie nie był jeszcze dostępny w sprzedaży. Już jest.. i, ponieważ złapałem dobry kontakt z właścicielem marki – Peterem Kožárem, udało mi się otrzymać na test również ten model i to w wersji, która najbardziej mi się podoba, czyli vintage (03). Mając do wyboru kilka wersji zegarka, zazwyczaj wybieram ten, który wygląda najbardziej surowo i jest najmniej błyszczący – ot takie moje upodobanie.

Biatec Leviathan nawet w wersji 03 nie jest zegarkiem surowym, ale pomimo swojego niewinnego wyglądu posiada wszystkie cechy rasowego toolwatcha i nie jest tak delikatny, jak mogłoby się wydawać. Tym razem do testowania otrzymałem nowy egzemplarz, więc mogłem cieszyć się możliwością rozpakowywania nowego zegarka z folii, dopasowywania bransolety i noszenia bez stresu  o pierwsze rysy 😊

Nowy Biatec Leviathan kosztuje ok.  5 500zł, co plasuje go powyżej średniej  jeśli chodzi o ceny zegarków mikrobrandowych, nawet tych wyposażonych w szwajcarskie mechanizmy.

Dość paplania, zapraszam do przeczytania recenzji.

Pudełko

Podobnie jak w przypadku modelu Corsair, skrzynka Leviathana również robi niesamowite wrażenie. Nie jest to identyczne opakowanie, ma trochę inną konstrukcję (inne zawiasy), ale również jest pięknie wykończona, zarówno na zewnątrz, jak i w środku. To, na co od razu zwróciłem uwagę, to jej masa: jest bardzo ciężka, jak na skrzynkę do zegarka. Skrzynka razem z zegarkiem waży prawie 2 kg! Daje to obraz jakości użytych do jej produkcji materiałów. Skrzynka ma kolor czarny i jest lakierowana i polerowana na wysoki połysk, w środku wyłożona jest jasną eko skórą i wygląda bardzo prestiżowo. Na dzień dobry daje nam do zrozumienia, że mamy do czynienia z produktem premium.

Koperta

Ten zegarek jest bardzo oryginalny pod wieloma względami, jednym z nich jest koperta, która ma szerokość  40mm i patrząc od boku wygląda jak średniowieczny moździerz. Taka krótka i gruba armata strzelająca stromotorowo, pewnie większość kojarzy 😊 Jest to wynik tego, że boczna ściana koperty jest całkowicie prosta i ma 14mm wysokości, co jest sporą wartością jak na 40mm zegarek.

Uszy są bardzo masywne, długie, nie zagięte, a złamane ku dołowi i owalnie zakończone. To przez nie,  pomimo że zegarek ma między uszami 20mm, wygląda jak by było to 22mm. Uszy mają taki kształt, że wyglądają jak część bransolety, a nie koperty, a to w połączeniu z koronką na godzinie 4 powoduje, że koperta wizualnie wydaje się jeszcze mniejsza. Zastosowane przy projektowaniu tej  koperty zabiegi powodują, że nasz zmysł wzroku jest całkowicie oszukany i gdy patrzymy na zegarek od góry wszystkie wymiary opisalibyśmy zupełnie inaczej niż te, które zegarek ma naprawdę.
Uszy zostały przewiercone na przelot.  Bransoletę montuje się między nimi, nie za pomocą teleskopów, a śrub. Bardzo ładnie zgrywa się to z wyglądem bransolety i w zasadzie całego zegarka.

Koperta jest w całości polerowna na wysoki połysk, wykończenie jest perfekcyjne, nie ma nawet najmniejszych niedociągnięć, powierzchnie są tak równe, że każde, nawet minimalne dotknięcie zegarka palcami zostawia tłuste plamy na lustrzanej wręcz powierzchni. Jest to jakość z najwyższej półki zegarkowej, Biatec pod tym względem niczym nie odstaje od marek szwajcarskich droższych od niego nawet kilkukrotnie. Jakość widoczna jest też w spasowaniu do siebie elementów koperty, szpary w tym zegarku (między kopertą a bezelem i między kopertą a bransoletą) są tak minimalne, że prawie niewidoczne. Szlif koperty między uszami nawet minimalnie nie odstaje jakością od szlifu po bokach koperty.

Koronka umieszczona na godzinie 4 jest zakręcana i posiada wygrawerowane logo Biatec,  które bardzo mi się podoba. W odkręceniu koronki lekko przeszkadza ucho, które znajduje się bardzo blisko niej, ale ponieważ odkręca się ją bardzo łatwo, da się to zrobić bez większego problemu. Sama praca koronką jest natomiast  niesamowicie przyjemna, nie ma nawet najmniejszego luzu, koronka pracuje z odpowiednim oporem dającym poczucie pełnej kontroli nad ustawianymi wskazówkami. Zegarek posiada WR na poziomie 300M.

Ciekawostką tego modelu jest zastosowanie w kopercie i bransolecie stali z powłoką NanTec, która gwarantuje 3-krotnie większą twardość i odporność na zarysowania niż sama stal. Razem z zegarkiem dostałem też 2 kawałki stali – jeden bez powłoki NanTec oraz jeden pokryty tą powłoką, z pozwoleniem na porysowanie obu kawałków stalową szczotką i porównanie rys, jakie pojawią się na każdej z powierzchni. Planowaliśmy nagrać test obu metalowych kawałków, ale ten, który był bez powłoki przyszedł tak porysowany, że nie widać by było nowych. Sprawdzałem więc odporność na zarysowania metalu z powłoką NenTec rysując go drucianą szczoteczką i szczotka praktycznie ślizgała się po powierzchni nie zostawiając żadnych śladów, co na pewno nie działoby się w przypadku zwykłej, mocno polerowanej stali.

Odporność na zarysowania potwierdza się też w czasie użytkowania zegarka. Noszę go już tydzień, a dotychczas ani na bransolecie, ani na kopercie nie pojawiła się ani jedna, nawet najmniejsza mikroryska, a w przypadku wszystkich innych zegarków, jakie miałem, bransoleta zawsze miała już ślady na zapięciu wynikające z siedzenia przy biurku, nawet po tak krótkim czasie.

Mechanizm

No i właśnie, co tak naprawdę znajduje się w środku?  Niestety nie wiem… i za to producentowi należy się minus. Na stronie internetowej Biatec w opisie specyfikacji znajduje się informacja, że zegarek jest napędzany szwajcarskim mechanizmem Sellita SW200-1 Premium lub ETA2824-2 TOP. Oba mechanizmy to porządne werki, szczególnie, że w obu przypadkach jest to najlepsza, najbardziej rozbudowana pod względem możliwości regulacji wersja. Parametry tych mechanizmów są bardzo zbliżone – częstotliwość 28 800 uderzeń na godzinę, stop sekunda, możliwość dokręcania z koronki, 38h rezerwy chodu. Na papierze różnica jest tylko w ilości kamieni łożyskowych – Sellita ma ich 26 a ETA 25. Mechanizm widmo jest świetnie wyregulowany, mój egzemplarz robi równe -1s/dzień.

Tarcza

Ponieważ wybrałem wersję 03, tarcza jest czarna i matowa, na najbardziej zewnętrznej części znajduje się chapter ring, który stromo opada od bezela w stronę tarczy. Na chapter ringu znajdują się gęsto podzielone, żółte indeksy sekundowe (każda sekunda podzielona na 5). Minimalnie bliżej środka zostały umieszczone indeksy minutowe w postaci żółtych kropek.

Jeszcze bliżej mamy główne indeksy godzinowe – indeksy mają kolor złoty, a w środku są wypełnione żółtą masą luminescencyjną typu old radium.
Niesamowite wrażenie robi indeks godziny 12, który ma postać logo producenta, czyli tarczy z krzyżem w środku. Krzyż również, tak jak indeks, ma kolor złoty. Pozostałe indeksy godzinowe są mniejszymi tarczami bez krzyża w środku. Wszystkie wydają się być wykonane bardzo dobrze, z daleka indeksy pięknie się mienią pod wpływem światła i zmieniają kolor. To czego nie widać z daleka pojawia się jednak na zdjęciach z przybliżeniem, niektóre indeksy, szczególnie indeks godziny 12 posiadają jakieś ślady lub mikro wyszczerbienia. Przeglądając zdjęcie byłem bardzo zaskoczony, bo na żywo kompletnie tego nie widać. Szkoda bo bardzo zawiodłem się na tym elemencie tarczy, który wydawał mi się świetny.

Na godzinie 6 znajduje się okienko daty, które ma formę złotej, wysokiej ramki zwężającej się ku dołowi. Ramka wygląda bardzo ładnie, jest wysoka i wyraźna, niestety w powiększeniu również posiada nierówności jak w przypadku indeksów. Pod ramką znajduje się żółty napis „Made in Slovakia” ,a nad nią czerwony napis Leviathan i żółta informacja o wodoszczelności zegarka. Sam datownik ma białe napisy na czarnym tle.

Wskazówki również mają kolor złoty – godzinowa i minutowa są jakby odwróconymi i wydłużonymi indeksami, godzinowa jest trochę grubsza i krótsza od minutowej. Sekundowa ma kształt strzały z czerwonym grotem w kształcie koła. Wszystkie wskazówki są wypełnione żółtą masą luminescencyjną Old Radium. Wskazówki są wykonane bardzo dobrze, nie widać na nich problemu, który pojawił się na indeksach. Uważam, że pomysł, aby wskazówki były wydłużonymi indeksami jest genialny, bo dzięki temu wszystko świetnie do siebie pasuje stylistycznie.

W zegarku zastosowano szafirowe szkło z wewnętrznym, niebieskim antyrefleksem. Szkło jest minimalnie wypukłe na zewnątrz i mocniej od wewnątrz, dzięki czemu tworzy fajne efekty wizualne, gdy patrzymy na zegarek pod ostrym kątem. Antyrefleks jest bardzo mocny i gdy ruszamy ręką ujawnia się w postaci niebieskiej poświaty na szkle; dzieje się to zawsze w tym samym momencie, gdy indeksy odbijają światło i połączony efekt wygląda pięknie. Zegarek na tę chwilę zmienia się w złoty skarb mieniący się do posiadacza 😊

Luma w tym zegarku jest absolutnie niesamowita, już po naświetleniu widać, że mamy do czynienia ze świetnie świecącym zegarkiem, bo oprócz tego, że indeksy są bardzo jasne, ich kolor jest też niezwykle soczysty. Indeksy i wskazówki świecą na zielono, bezel natomiast na niebiesko. Jasność słabnie bardzo powoli i gdy po 5h od naświetlenia zobaczyłem w nocy jak zegarek wygląda byłem w szoku, że nadal świeci tak mocno. Jest to zdecydowanie najlepiej świecący zegarek ze wszystkich, które miałem do tej pory, wszystkie Seiko i Zelosy wymiękają już w przedbiegach.  Zegarek zaraz po naświetleniu robił taką poświatę na ścianie jak Eterna Kon-Tiki z tarczą full lume. Co ważne, luma na bezelu ani trochę nie odstaje od tej na indeksach i tak jak one świeci bez problemu do rana!

Bezel

Bezel jest jednokierunkowy, posiada 120 klików i insert z szafirowego szkła. Mam  Tourby Lawless z szafirowym bezelem i bezel w Biatecu jest zupełnie inny. Insert Tourby zmienia kolor zależnie od kąta padania oraz intensywności światła razem ze szkłem przykrywającym tarczę, insert Biateca jest praktycznie niezmienny, posiada stałe kolory niezależnie od tego, co się z nim dzieje i przez to o wiele bardziej wyróżnia się od szkła.

Plusem bezeli z insertem z szafirowego szkła jest odporność na zadrapania oraz to, że mogą mieć całkowicie dowolną kolorystykę i ilość lumy. Bezel w Leviathanie korzysta z tych możliwości w 100% - jest dwukolorowy (czarno biały) oraz na odcinku pomiędzy 1 a 22 minutą prawie w całości składa się z masy luminescencyjnej. Na godzinie 12 znajduje się czerwony trójkąt skierowany w dół.
Insert jest bardzo wąski ale pasuje do koncepcji całego zegarka.

Patrząc od boku, widać, że bezel jest w całości polerowany i w połowie wysokości z powierzchni pionowej przechodzi w skierowaną pod kątem w stronę insertu. Na tym przejściu znajdują się małe nacięcia, mające ułatwić chwytanie bezela.

Praca bezela jest niezwykle przyjemna, chodzi on z dużym oporem i podczas przekręcania wydaje miłe dla ucha kliknięcia, nie ma w nim nawet minimalnych luzów… ruszając bezelem albo go przekręcimy o kolejny ząbek, albo ruszymy całym zegarkiem, jest jak przyspawany.
I przy okazji bezela znowu wspomnę o niesamowitym spasowaniu bezela i koperty. Szpary między tymi elementami są grubości włosa, właściwie między insertem a szkłem szpary nie widać wcale, insert prawie styka się z chapter ringiem tarczy.  

Dekiel

Dekiel  jest pełny, w całości polerowany i posiada mocno wystające tłoczenie logo producenta, w środku którego znajduje się Leviathan – legendarny potwór morski wspominany w Starym Testamencie. Na obrzeżach dekla są wygrawerowane standardowe informacje o zegarku. Dekiel robi świetne wrażenie i udowadnia, że Biatec nie idzie na kompromisy i nie zamierza odpuścić jakości,nawet w miejscu, którego i tak nie widać w momencie, gdy zegarek jest na ręce.

Bransoleta

Design bransolety jest równie niepowtarzalny jak koperty. Bransoleta ma szerokość 20mm i jej ogniwa składają się z 3 części - wewnętrznej, szerokiej i szczotkowanej  oraz 2 wąskich na zewnątrz, które są polerowane na wysoki połysk. Ogniwa są pełne, grube i są ze sobą połączone za pomocą 2 osobnych krótkich spinek, które również są polerowane. Wszystko to razem sprawia, że bransoleta wygląda na szerszą niż jest w rzeczywistości, bez sprawdzania jaką ma szerokość obstawiałem 22mm. Zapięcie to dwustronny zatrzask, bez możliwości mikroregulacji,  ale producent daje w zestawie jedno mniejsze o połowę ogniwo, dzięki któremu mamy większą możliwość dopasowania bransolety. Mnie mniejsze ogniwo się przydało i dzięki niemu zegarek leży na mojej ręce wygodnie, chociaż z mikroregulacją byłoby jeszcze lepiej.  Jakość wykończenia bransolety,  podobnie jak w przypadku koperty jest pierwszorzędna.


Ciekawą sprawą jest zatrzask, który z jednej strony posiada wklęsłość, w którą wchodzi wystająca blaszka na drugiej jego połowie. Sprawia to, że zapięcie można zatrzasnąć tylko w odpowiedniej kolejności. Na początku przez pierwsze 3-4 zamknięcia miałem z tym problem,  ale bardzo szybko nauczyłem się, że najpierw jeden, potem drugi. I teraz myślę, że to bardzo fajny pomysł, bo dzięki temu zapięcie lepiej się prezentuje.

Podsumowanie


Recenzja była napisana, zanim zrobiliśmy z Tomkiem zdjęcia i przez to musiałem ją nieco zmodyfikować po obejrzeniu zdjęć. Podsumowanie było pieśnią pochwalną dla świetnej jakości, w zasadzie najlepiej wykonanego zegarka, jaki kiedykolwiek miałem, ale jakość indeksów w przybliżeniu trochę zmienia moje podejście do tego czasomierza. Miałem ogromny dylemat, jak ocenić zegarek, który poza małą wpadką na indeksach, jest praktycznie perfekcyjny, jeśli chodzi o jakość wykonania. Obróbka metalu i spasowanie elementów w tym zegarku to mistrzostwo.

Sam projekt tego zegarka jest też bardzo unikalny; nie znajdziemy zegarka, choćby trochę przypominającego ten model. Cały zegarek posiada jakiegoś ducha, który kojarzy mi się ze średniowiecznymi zakonami – tarcza z krzyżem na indeksie oraz kształty koperty, uszu i bransolety powodują, że zegarek widziany od góry przypomina średniowieczną basztę lub fort. Oprócz tego zegarek oszukuje nas całkowicie, jeśli chodzi o rozmiar na papierze, a tym, co widzą nasze oczy. Dowodzi to niesamowitego kunsztu i dbałości o szczegóły osoby, która zajmowała się projektowaniem tego czasomierza – czapki z głów dla osoby, która to wszystko wymyśliła

Właśnie z tych powodów nadal uważam, że warto przymknąć oko na małe niedociągnięcia, jakie znalazły się w moim egzemplarzu i kupić nowego divera od Biateca, bo wpadki zdarzają się nawet najlepszym, a ten zegarek był bardzo blisko tego, by w moich oczach być idealnym...