Nie musimy płakać za SKXem - recenzja Orienta Ray II

  • Autor: Primo Levi
  • /
  • Dodano: 5.11.2019
  • /
  • Kategoria: Recenzje i testy
  • /

Premiera nowych modeli z serii 5 SRPD potwierdziła krążące od co najmniej dwóch lat plotki o zakończeniu produkcji kultowego SKXa. Z jednej strony pojawiły się szerokie możliwości personalizacji dzięki ogromnej ilości kombinacji kolorystycznych, z drugiej strony sprawiło to, że nowa piątka nie jest już, tak jak pierwowzór, konkurencyjnym wyborem w kategorii najtańszych diverów mechanicznych. Na placu boju pozostaje Orient z modelami Mako oraz Ray, a także koncernowi bracia Seiko SRPD i SKX.

Orient Ray II to druga odsłona modelu, choć różnice nie są szczególnie widoczne - wprawne oko zauważy usunięcie przycisku do szybkiej zmiany daty, co wiąże się z zastosowaniem nowszego mechanizmu kalibru F6922, w którym tę funkcjonalność przeniesiono do koronki, jak w większości współczesnych konstrukcji, w tym konkurencyjnych Miyotach 8200 czy Seiko 7S/4R. Sam mechanizm można śmiało uznać za równego rywala 4R36, przewyższającego 7S26 napędzającego SKXa dzięki stop-sekundzie oraz możliwości nakręcenia zegarka z poziomu koronki. Pełny naciąg sprężyny osiągniemy już po 30 obrotach koronką. Rezerwa chodu jest porównywalna i wynosi około 40 godzin. Mechanizm nie jest szczególnie piękny, do czego Orient zdążył nas już przyzwyczaić, ale przynajmniej został przykryty pełnym deklem z grawerem w postaci dwóch delfinów na tle fal - symbolem diverów marki Orient i odpowiednikiem wielkiej fali tsunami znanej z Seiko.

Dokładność mechanizmu deklarowana przez producenta to -15/+25 sekund dziennie. Seiko 4R ( dla 7S nie znalazłem oficjalnej normy ) to -35/+45 sekund. Oczywiście oba werki mogą osiągnąć lepsze wyniki po dokładnym ustawieniu przez zegarmistrza.

Sam zegarek posiada stylistykę typową dla divera, brak w nim udziwnień, jest raczej zachowawczy po japońsku. Koperta ze stali jest w większości polerowana, szlify dobrej jakości położono na całej czołowej części oraz środkowej części dekla. Bezel obrotowy posiada tradycyjny, metalowy wkład z idealnie naniesioną treścią. Na szczycie znalazło się miejsce dla małego pierścienia wypełnionego lumą, którego zabrakło w nowych SRPD. Trudno wskazać jakieś wady, jedynie dźwięk obracanej lunety mógłby być nieco przyjemniejszy.

Wymiary zegarka to: 41,5mm szerokości, 45mm z koronką ( wymiar imponujący, ale zupełnie nie odczuwalny ), 13mm grubości, 47mm wysokości.

Tarcza wydaje się być poziom wyżej od SKX - zastosowano w niej nakładane, polerowane indeksy z lumą oraz szczotkowaną ramkę datownika, które sprawiają, że ogół prezentuje się znacznie bardziej elegancko i mniej surowo, bez uszczerbku na funkcjonalności. Pokuszono się również o ładne, nakładane logo, choć wiem, że niektórzy nie podzielają mojej sympatii do lwów Orientów. 

Co ważne, luma niczym nie ustępuje tej znanej z Seiko, to zupełnie inna jakość niż w tańszych Mako II czy Mako XL. 

Zalety:
- własna stylistyka 
- mechanizm in-house ze zintegrowaną szybką zmianą daty, stop-sekundą i możliwością nakręcenia sprzężyny 
- bardzo dobra jakość ogólna - równe szlify, idealne spasowanie
- dość uniwersalne wymiary
- niska cena
- świetna luma
- ładne pudełko, w dodatku lepszej jakości, przynajmniej w wersji testowanej z gumowym paskiem
- logowana koronka

Kwestie sporne, wada lub zaleta w zależności od preferencji:
- zegarek nie wyróżnia się swoją stylistyką, mało prawdopodobne, że stanie się tematem przypadkowej rozmowy, co jest możliwe w przypadku SKXa.
- logo Orienta, to już trochę na siłę ;) 
- mechanizm praktycznie pozbawiony zdobień

Wady:
- brak kultowości, którą SKX bez wątpienia posiada
- zwijane endlinki w wersji z bransoletą
- brak certyfikacji ISO, co w praktyce nie musi oznaczać gorszej jakości uszczelnienia.
- pasek z gumy nie dogaduje się z małymi nadgarstkami

Ceny kształtują się w okolicach 700-800zł, tymczasem najtańsze importowane SKXy to co najmniej 250 euro za sam zegarek, a dodatkowo naliczane są opłaty importowe, w Polsce to już ponad 1400zł. Orient Ray II dostępny jest w kilku wersjach kolorystycznych, także całkowicie czarnej PVD, w tym na bransolecie określanej jako Oyster z pełnymi ogniwami ( dla przypomnienia SKX to jedynie zwijane Jubilee ). Trudno znaleźć bardziej kompletny zegarek o takiej jakości i dostępności poniżej 1000zł.